Menu

Ale tak naprawdę, to nie wiadomo

stanislaw414

Wszystkie te kłamstwa Galopującego Majora 2 - Atak paniki

stanislaw414

Major

W poprzednim odcinku „Wszystkich tych kłamstw Galopującego Majora”, legendarny lewoskrzydłowy przeniósł się do ligi ogórkowej, w której przyszło mu kopać futbolówkę z wyśmiewaną przezeń aspirującą klasą średnią. Założył koszulkę klubu z Wilanowa,  kilkukrotnie w trakcie sezonu wszedł na boisko przeciwko swym zaprzysiężonym katalońskim wrogom („Mijanka” z dn. 18 maja 2017 r.; „Neymar za parę Rochembachów” z dn. 3 sierpnia 2017 r., oraz „Dlaczego Barcelonka odpadnie z Chelsea a Real ciągle przegrywa majstra” z dn. 25 grudnia 2017 r.) i za każdym razem – jak to się mówi w piłkarskim żargonie – narobił sporo szumu, ale potykał się o własne nogi jak albatros o skrzydła i w żadnym meczu nie potrafił oddać ani jednego celnego strzału na bramkę. „Krowa, która dużo ryczy, mało mleka daje!” – wołali złośliwie jego dawni przyjaciele. Najbardziej dotkliwie Blaugrana pobiła go w zawodach nazwanych żartobliwie „Mijanką”. Wtedy to właśnie chiński mem o imieniu Paulinho miał wykrzyczeć zwijającemu się w udawanym bólu na środku boiska punditowi w twarz: „No i kto jest teraz hegemonem w Hiszpanii?!” wprawiając Galopującego Majora w przerażenie, ujawniające się trzęsieniem półdupków.

Półdupkami otwiera się dalsza cześć opowieści, przechodząc płynnie w dupę pełną, którą nam Major odkrywa i okazuje lub okazuje trenerowi Ernesto Valverde nazywając „trenerem trzęsidupą” we wpisie pt. „Barcelońska trzęsidupa”, nie mogąc najprawdopodobniej znieść, iż kataloński zespół zszedł pokonany z boiska w starciu z kimś innym niż on sam. Ale – jak napisał pewien wschodni pisarz – z kogo się śmiejecie? Z siebie się śmiejecie! Skoro bowiem jeszcze w notce pt. „Dlaczego Barcelonka odpadnie z Chelsea a Real ciągle przegrywa majstra?” z dn. 25 grudnia 2017 r. wskazywał Major, iż Valverde nie ma żadnego wpływu na taktykę i grę zespołu, to na jakiej podstawie – wypada zapytać – aktualnie winnym przegranej w Lidze Mistrzów czyni akurat Valverde?

Nadrzędnym celem, który mną kierował przy sporządzaniu poprzedniego tekstu  w polemice z Majorem było li tylko zaszczucie Pana Redaktora, choć okraszone rozważaniami na temat szukania przewodnika duchowego w dzisiejszym skomplikowanym świecie. Dziś, spisując tekst niniejszy, podtrzymuję stanowisko dotychczasowe, ale stawiam sobie jednocześnie istotny cel uzupełniający, a mianowicie chciałbym symetrycznie odszczuć trenera Ernesto Valverde. Jako pozornie sensowną - ale tak naprawdę, to nie wiadomo - oś podjętego toku rozumowania przyjmuję tym razem zagadnienie „vis maior” (nie, nie jest to żadna krewna blogera).

Czym jest vis maior, każdy wie, lub powinien wiedzieć. Vis maior to siła wyższa. Zdarzenie o charakterze przypadkowym, naturalnym, żywiołowym, nie do uniknięcia, nad którym istota ludzka nie panuje i obiektywnie zapanować nie możne. Twierdzę, iż piłkarze Romy byli wczoraj niczym huragan, powódź czy pożar, najprawdopodobniej pożar. Dlaczego tak się stało, to już można próbować tłumaczyć na różne sposoby, ale zawsze skończymy w tym samym miejscu, a to na konstatacji o nieprzewidywalności losu lub o tym, że ostatecznie rządzące piłką nożną siły wymykają się granicom ludzkiego poznania. Ja, kiedy próbowałem wczoraj przebić mur od świata strony, najpierw wpadłem na teorię o tym, iż ktoś lub coś po prostu rozpisuje scenariusze dwumeczy Ligi Mistrzów na podstawie algorytmów stworzonych w oparciu o analizę danych pobranych z dusz futbolowej ludzkości, ale – widząc przed oczami grożącego palcem Marcina Napiórkowskiego – z koncepcji tej zrezygnowałem. Przyjąłem więc następnie, iż chodzi o równowagę świata. Skoro w zeszłym sezonie, sędzia podyktował o tej porze (normalnie o tej porze – raz lepiej raz gorzej) niesłusznego karnego dla Suareza, zaś wczoraj nie zaliczył prawidłowej bramki dla City, cyrkulująca czasem i przestrzenią energia musiała znaleźć ujście w Rzymie, zdmuchując pożarem Barcelonę. Co istotne, siła wyższa może zostać niejako wprawiona w ruch przez człowieka. W rozpatrywanym przypadku, ogień został zaprószony ponoć we wtorek nad ranem przez Di Francesko, który – warto zwrócić uwagę – przed rewanżem nawiązywał do sił ponadnaturalnych, licząc (jak to sam ujął) na „cud”.

Jaki jest tedy efekt przyjęcia założenia, iż mieliśmy w dniu wczorajszym do czynienia z siłą wyższą? Podpowiem: siła wyższa jest zjawiskiem, które zasadniczo powoduje zwolnienie podmiotu zobowiązanego od odpowiedzialności. Nie można zatem winić ani piłkarzy Barcelony ani trenera Ernesto Valverde  za porażkę w Rzymie 0:3. Przypominam również, iż któregoś pięknego dnia kilka lat temu, odważna Barcelona u szczytu swej wielkości oberwała w dwumeczu od Bayernu Monachium 0:7, by w kolejnym sezonie swobodnie sięgnąć po zwycięstwo w Europie. Zamiast więc innym zarzucać trzęsienie dupą, wziął by się w garść kochany Galopujący Major, sam przestał dupą trząść i uskuteczniać nieustający atak paniki, tudzież sięgnął do modlitwy. W końcu anglojęzyczna wersja „vis maior”, nieprzypadkowo przybiera często formułę brzmiącą: „Act of God”.

Słuchaj Major, a może Ty właśnie jesteś w kościele? (spisuję te słowa, gdy Juventus wygrywa na wyjeździe z Realem 3:0, a do końca meczu zostało jakieś 20 minut)

 

© Ale tak naprawdę, to nie wiadomo
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci